A oto i rozdział pierwszy!
Muszę zaznaczyć, żebyście nie dziwili się datowaniu postów: jestem zmuszona trochę pokombinować, żeby wszystko wyglądało ładnie i nie było nieporządku na stronie. ;)
Wszystkie ulepszenia będą dodawane na bieżąco.
Zostawiam Was z rozdziałem sam na sam, przyjemnego czytania (liczymy na Wasze komentarze!) ;)
~*~
-Jestem potwornie zmęczony. Serio,
wejdę do tourbusa i nie dobudzicie mnie przez następne dwa tygodnie
- Harry przeczesał ręką włosy, ziewając ostentacyjnie. -Widzisz?
To był wyraz mojego zmęczenia. Muszę ODPOCZĄĆ, a nie włóczyć
się po jakiejś imprezie...
-Jak to nie? - wpadł mu w zdanie Louis, pojawiając się znikąd i szczerząc zęby.
-Boże!
-Wystarczy Louis.
-Bardzo zabawne - Harry zaśmiał się teatralnie, pocierając skroń. -Możemy po prostu jechać do domu? - zapytał, patrząc błagalnym wzrokiem na Liama.
-Harry, dobrze wiesz, że na nas czekają. Chciałbyś zawieść swoich przyjaciół?
Nastała chwila ciszy, podczas której młodszy chłopak piorunował go wzrokiem.
-Tatooooo, proszę! - jęknął, uwieszając się na jego ramieniu.
Liam westchnął.
-Louis, możesz pojechać z księżniczką do domu? Mówiłeś, że i tak nie chcesz za długo tam siedzieć, a wolałbym nie puszczać go samego...
-SŁYSZAŁEM!
-Jak dziecko... - mruknął Zayn, uśmiechając się pod nosem.
-TO RÓWNIEŻ SŁYSZAŁEM!
-Tak, mogę z nim pojechać - powiedział Louis, obserwując z rozbawieniem, jak Harry roztrzepuje ręką idealnie ułożone pasemko Zayna, doprowadzając go tym do szału. -Odstawię go do samego łóżka, zrobię sobie drinka i w samotności spędzę pół nocy przed telewizorem. Wiesz, w razie, gdybym musiał wciągać was totalnie zalanych przez drzwi wejściowe.
-To nie było zabawne. Wiesz, że praktycznie nie piję - burknął Liam, odsuwając drzwi do ich tourbusa. Wsiadł, a za nim wepchnął się bezczelnie Niall i Zayn. Louis stanął przy otwartych drzwiach i teatralnym gestem z pokłonem zaprosił Harry'ego do środka.
-Panienko Hazza, zapraszam do powozu.
Chłopak uśmiechnął się, klepiąc zaczepnie przyjaciela w ramię.
-Dobrze wiesz, że czasy spódniczek i szpilek mam za sobą. To był bardzo ciężki okres w moim życiu.
-To był twój pierwszy i jedyny okres w życiu - powiedział ze śmiechem Louis, za co zarobił łokieć w bok. -No co, to ty to powiedziałeś!
-Jak to nie? - wpadł mu w zdanie Louis, pojawiając się znikąd i szczerząc zęby.
-Boże!
-Wystarczy Louis.
-Bardzo zabawne - Harry zaśmiał się teatralnie, pocierając skroń. -Możemy po prostu jechać do domu? - zapytał, patrząc błagalnym wzrokiem na Liama.
-Harry, dobrze wiesz, że na nas czekają. Chciałbyś zawieść swoich przyjaciół?
Nastała chwila ciszy, podczas której młodszy chłopak piorunował go wzrokiem.
-Tatooooo, proszę! - jęknął, uwieszając się na jego ramieniu.
Liam westchnął.
-Louis, możesz pojechać z księżniczką do domu? Mówiłeś, że i tak nie chcesz za długo tam siedzieć, a wolałbym nie puszczać go samego...
-SŁYSZAŁEM!
-Jak dziecko... - mruknął Zayn, uśmiechając się pod nosem.
-TO RÓWNIEŻ SŁYSZAŁEM!
-Tak, mogę z nim pojechać - powiedział Louis, obserwując z rozbawieniem, jak Harry roztrzepuje ręką idealnie ułożone pasemko Zayna, doprowadzając go tym do szału. -Odstawię go do samego łóżka, zrobię sobie drinka i w samotności spędzę pół nocy przed telewizorem. Wiesz, w razie, gdybym musiał wciągać was totalnie zalanych przez drzwi wejściowe.
-To nie było zabawne. Wiesz, że praktycznie nie piję - burknął Liam, odsuwając drzwi do ich tourbusa. Wsiadł, a za nim wepchnął się bezczelnie Niall i Zayn. Louis stanął przy otwartych drzwiach i teatralnym gestem z pokłonem zaprosił Harry'ego do środka.
-Panienko Hazza, zapraszam do powozu.
Chłopak uśmiechnął się, klepiąc zaczepnie przyjaciela w ramię.
-Dobrze wiesz, że czasy spódniczek i szpilek mam za sobą. To był bardzo ciężki okres w moim życiu.
-To był twój pierwszy i jedyny okres w życiu - powiedział ze śmiechem Louis, za co zarobił łokieć w bok. -No co, to ty to powiedziałeś!
Kiedy dojechali pod dom, Louis
wyskoczył czym prędzej z tourbusa, ciągnąc za sobą Harry'ego i
żegnając się z resztą zespołu. Przyjaciel zrzędził całą
drogę, co w końcu rozzłościło Zayna. Mając dosyć kłótni,
Louis praktycznie wywlókł swojego towarzysza z auta, robiąc mu
wyrzuty całą drogę do drzwi wejściowych.
-Boże, Harry, mógłbyś się zachowywać trochę bardziej profesjonalnie. Rozumiem, że jesteś zmęczony i w ogóle - Louis rzucił klucze wejściowe na szafkę i zamknął drzwi - ale to nie znaczy, że masz psuć humor i zabawę całej reszcie. Dobrze wiesz, że cokolwiek się stanie, to Liam będzie się tym najbardziej przejmował.
-Dobra, dobra - stłumiony głos dobiegł go z kuchni. Chwilę potem usłyszał, jak otwierają się drzwi lodówki. -Będę grzeczny, mamusiu.
Louis westchnął, sadowiąc się wygodnie na kanapie i włączając telewizor. Rzadko zdarzało im się korzystać z tego domu, w końcu każdy miał swój własny, ale kiedy musieli być razem częściej, niż zazwyczaj, mieszkanie razem było najłatwiejszym sposobem utrzymania wszystkiego w ryzach i jako takim porządku.
-Boże, Harry, mógłbyś się zachowywać trochę bardziej profesjonalnie. Rozumiem, że jesteś zmęczony i w ogóle - Louis rzucił klucze wejściowe na szafkę i zamknął drzwi - ale to nie znaczy, że masz psuć humor i zabawę całej reszcie. Dobrze wiesz, że cokolwiek się stanie, to Liam będzie się tym najbardziej przejmował.
-Dobra, dobra - stłumiony głos dobiegł go z kuchni. Chwilę potem usłyszał, jak otwierają się drzwi lodówki. -Będę grzeczny, mamusiu.
Louis westchnął, sadowiąc się wygodnie na kanapie i włączając telewizor. Rzadko zdarzało im się korzystać z tego domu, w końcu każdy miał swój własny, ale kiedy musieli być razem częściej, niż zazwyczaj, mieszkanie razem było najłatwiejszym sposobem utrzymania wszystkiego w ryzach i jako takim porządku.
Chłopak przerzucał kanały, kiedy przez salon
przeczłapał Harry ze szklanką soku pomarańczowego w ręce.
Dosłownie przeciągał stopami po podłodze, a kiedy dopadł
schodów, wyglądał jak zniedołężniały staruszek z tempem
ślimaka próbujący się wspiąć na Mount Everest.
-Nie rób z siebie kaleki - fuknął Louis, który mimo wszystko był rozbawiony całą tą sceną.
-Nie muszę - odparł zrezygnowany przyjaciel. -Życie jest takie ciężkie - westchnął teatralnie. -A tak poważnie, to prawie śpię na stojąco.
-Mam ci opowiedzieć bajkę na dobranoc?
Harry odwrócił się błyskawicznie u góry schodów, unosząc brwi.
-No chyba kpisz.
Louis roześmiał się, kręcąc głową. Dalej przerzucał kanały, życząc przyjacielowi dobrej nocy i trochę ściszając głośność.
-Nie rób z siebie kaleki - fuknął Louis, który mimo wszystko był rozbawiony całą tą sceną.
-Nie muszę - odparł zrezygnowany przyjaciel. -Życie jest takie ciężkie - westchnął teatralnie. -A tak poważnie, to prawie śpię na stojąco.
-Mam ci opowiedzieć bajkę na dobranoc?
Harry odwrócił się błyskawicznie u góry schodów, unosząc brwi.
-No chyba kpisz.
Louis roześmiał się, kręcąc głową. Dalej przerzucał kanały, życząc przyjacielowi dobrej nocy i trochę ściszając głośność.
Kilka godzin później, kiedy Louis
nie potrafił już wysiedzieć w miejscu uznając, że jego bezcenne
pośladki odkształciły się w poduszkach kanapy, wyłączył
telewizor i przeciągnął się, ziewając. Wstał i ruszył do
swojej sypialni, na schodach już zdejmując koszulkę i przeczesując
ręką włosy.
Cicho otworzył drzwi i wszedł do pokoju. Dzisiaj nie miał już nawet siły na prysznic, poza tym nie chciał obudzić Harry'ego, który - sądząc po grobowej ciszy za ścianą - spał spokojnie.
Louis uśmiechnął się na samą myśl o śpiącym przyjacielu. Zawsze wyglądał wtedy uroczo, niekiedy wręcz bezbronnie. Często zdarzało się tak, że zasypiali razem, na przykład podczas długich podróży. Rano budzili się w niewiarygodnych pozach, połamani, z bolącymi karkami i potwornie niewyspani.
Chłopak wskoczył pod kołdrę, patrząc na budzik ustawiony na etażerce. Była już trzecia w nocy; martwił się trochę, że reszta nie wróciła z imprezy, ale skoro nikt do niego nie pisał i nie dzwonił, pewnie wszystko było w porządku. Odwrócił się twarzą do ściany, naciągając kołdrę na ramiona i próbując usnąć.
Po około dwudziestu minutach nerwowego pół-snu usłyszał niepokojące odgłosy za ścianą. Brzmiało to jak pijacki bełkot, tyle, że strasznie niespokojny; zupełnie, jakby Harry miał jakiś koszmar.
Z westchnieniem, Louis wstał, przetarł dłonią twarz i założył szorty, żeby nie wystąpić w samej bieliźnie. Wyszedł ostrożnie na korytarz i uchylił drzwi do pokoju przyjaciela. Od razu zauważył, że łóżko wygląda jak pobojowisko, a chłopak przekręca się nerwowo w obie strony.
Szerzej otworzył drzwi i na palcach wszedł do pokoju. Usiadł na skraju łóżka, patrząc na śpiącego, wziął wdech i szepnął:
-Harry.
Zero reakcji.
-Harry!
Nic.
-Och, Boże - Louis złapał przyjaciela za nadgarstek, wypowiadając głośniej jego imię. Zawołany otworzył oczy, początkowo lekko wystraszony, ale zaraz potem jego wzrok uspokoił się i złagodniał, kiedy zobaczył w ciemności znajomą twarz.
-Co ci się śniło, Hazza?
Zapytany potrząsnął głową, siadając. Na chwilę ukrył twarz w dłoniach, oddychając płytko, potem jednak podniósł głowę i popatrzył na towarzysza.
-Czuję się jak w domu, kiedy miałem siedem lat - powiedział zachrypnięty. -Mama też przychodziła mnie utulić, kiedy miałem koszmary. Teraz już tego nie potrzebuję, ale dzięki za troskę, Lou.
Piosenkarz poczuł się zmieszany. Chciał pomóc, a teraz wyczuł chłód i zdenerwowanie w głosie najlepszego przyjaciela. Nie wydawało mu się, żeby wszystko było w porządku, jak próbował go zapewnić Harry.
-Curly, słyszałem. Jestem pewny, że miałeś koszmary, przecież każdy je miewa. Nie ma się czego wstydzić, chcę tylko jakoś pomóc. Może zrobić ci herbaty? - zatroskany spojrzał na Harry'ego, marszcząc brwi. Ten pokiwał powoli głową, biorąc głęboki wdech i długo wypuszczając powietrze.
-Dzięki, Lou. Za moment zejdę do kuchni, daj mi tylko... chwilkę.
Chłopak zgodził się, wychodząc z pokoju. Zszedł na dół, a chwilę później w domu dało się słyszeć gwizd czajnika, który skutecznie zagłuszył cichy dzwonek jego telefonu.
Cicho otworzył drzwi i wszedł do pokoju. Dzisiaj nie miał już nawet siły na prysznic, poza tym nie chciał obudzić Harry'ego, który - sądząc po grobowej ciszy za ścianą - spał spokojnie.
Louis uśmiechnął się na samą myśl o śpiącym przyjacielu. Zawsze wyglądał wtedy uroczo, niekiedy wręcz bezbronnie. Często zdarzało się tak, że zasypiali razem, na przykład podczas długich podróży. Rano budzili się w niewiarygodnych pozach, połamani, z bolącymi karkami i potwornie niewyspani.
Chłopak wskoczył pod kołdrę, patrząc na budzik ustawiony na etażerce. Była już trzecia w nocy; martwił się trochę, że reszta nie wróciła z imprezy, ale skoro nikt do niego nie pisał i nie dzwonił, pewnie wszystko było w porządku. Odwrócił się twarzą do ściany, naciągając kołdrę na ramiona i próbując usnąć.
Po około dwudziestu minutach nerwowego pół-snu usłyszał niepokojące odgłosy za ścianą. Brzmiało to jak pijacki bełkot, tyle, że strasznie niespokojny; zupełnie, jakby Harry miał jakiś koszmar.
Z westchnieniem, Louis wstał, przetarł dłonią twarz i założył szorty, żeby nie wystąpić w samej bieliźnie. Wyszedł ostrożnie na korytarz i uchylił drzwi do pokoju przyjaciela. Od razu zauważył, że łóżko wygląda jak pobojowisko, a chłopak przekręca się nerwowo w obie strony.
Szerzej otworzył drzwi i na palcach wszedł do pokoju. Usiadł na skraju łóżka, patrząc na śpiącego, wziął wdech i szepnął:
-Harry.
Zero reakcji.
-Harry!
Nic.
-Och, Boże - Louis złapał przyjaciela za nadgarstek, wypowiadając głośniej jego imię. Zawołany otworzył oczy, początkowo lekko wystraszony, ale zaraz potem jego wzrok uspokoił się i złagodniał, kiedy zobaczył w ciemności znajomą twarz.
-Co ci się śniło, Hazza?
Zapytany potrząsnął głową, siadając. Na chwilę ukrył twarz w dłoniach, oddychając płytko, potem jednak podniósł głowę i popatrzył na towarzysza.
-Czuję się jak w domu, kiedy miałem siedem lat - powiedział zachrypnięty. -Mama też przychodziła mnie utulić, kiedy miałem koszmary. Teraz już tego nie potrzebuję, ale dzięki za troskę, Lou.
Piosenkarz poczuł się zmieszany. Chciał pomóc, a teraz wyczuł chłód i zdenerwowanie w głosie najlepszego przyjaciela. Nie wydawało mu się, żeby wszystko było w porządku, jak próbował go zapewnić Harry.
-Curly, słyszałem. Jestem pewny, że miałeś koszmary, przecież każdy je miewa. Nie ma się czego wstydzić, chcę tylko jakoś pomóc. Może zrobić ci herbaty? - zatroskany spojrzał na Harry'ego, marszcząc brwi. Ten pokiwał powoli głową, biorąc głęboki wdech i długo wypuszczając powietrze.
-Dzięki, Lou. Za moment zejdę do kuchni, daj mi tylko... chwilkę.
Chłopak zgodził się, wychodząc z pokoju. Zszedł na dół, a chwilę później w domu dało się słyszeć gwizd czajnika, który skutecznie zagłuszył cichy dzwonek jego telefonu.
-I co? - zapytał Niall, patrząc na
Zayna i przestępując z nogi na nogę.
-NIC - warknął ostro
ten drugi, włączając przycisk ponownego wybrania kontaktu. Był
mocno zdenerwowany i martwił się o Liama, a Louis nawet nie
odbierał telefonu, nie wspominając o odpisywaniu na esemesy.
-Cholera!
-Nie denerwuj się - uspokoił go Irlandczyk, kładąc mu rękę na ramieniu. Zayn wypuścił długi wydech, ponownie wybierając numer.
-Potwornie martwię się o Liama. Kto jak kto, ale on nie ma tendencji do znikania w połowie imprezy, będąc niezauważonym przez kogokolwiek. Nie wspomnę o tym, że on również nie spieszy się, żeby odebrać komórkę - chłopak zaklął ostro, ponownie wybierając numer. Miał już dość tego wszystkiego.
-Jestem pewny, że gdziekolwiek jest, nie stanie mu się nic złego - powiedział uspokajająco Niall, chociaż jego oczy również wyrażały zdenerwowanie i zmartwienie. -Wróćmy do domu, w drodze zadzwonisz do Louisa jeszcze raz. Próbowałeś skontaktować się z Harrym?
-Wyłączył komórkę.
Niall jęknął nerwowo, kierując się w stronę tourbusa. Rozglądał się czujnie dookoła, mając w pamięci mniej i bardziej przyjemne spotkania z fankami. Zayn podążał za nim, cały czas mając telefon przy uchu i rzucając siarczyste wiązanki pod nosem.
-Nie denerwuj się, Zayn - rzucił spokojnie blondyn, siadając za kółkiem i czekając, aż towarzysz zapnie pasy. -Po prostu poczekajmy chwilę. Dojedziemy do domu, porozmawiasz z Louisem i postaramy się znaleźć jakieś rozwiązanie. Liam jest dorosły, sądzę, że akurat on nie powinien zrobić nic głupiego.
Odpowiedziało mu milczenie. Odpalił silnik i wyjechał z gęsto zastawionego przydomowego parkingu, kierując się w stronę ich tymczasowego domu.
-Nie denerwuj się - uspokoił go Irlandczyk, kładąc mu rękę na ramieniu. Zayn wypuścił długi wydech, ponownie wybierając numer.
-Potwornie martwię się o Liama. Kto jak kto, ale on nie ma tendencji do znikania w połowie imprezy, będąc niezauważonym przez kogokolwiek. Nie wspomnę o tym, że on również nie spieszy się, żeby odebrać komórkę - chłopak zaklął ostro, ponownie wybierając numer. Miał już dość tego wszystkiego.
-Jestem pewny, że gdziekolwiek jest, nie stanie mu się nic złego - powiedział uspokajająco Niall, chociaż jego oczy również wyrażały zdenerwowanie i zmartwienie. -Wróćmy do domu, w drodze zadzwonisz do Louisa jeszcze raz. Próbowałeś skontaktować się z Harrym?
-Wyłączył komórkę.
Niall jęknął nerwowo, kierując się w stronę tourbusa. Rozglądał się czujnie dookoła, mając w pamięci mniej i bardziej przyjemne spotkania z fankami. Zayn podążał za nim, cały czas mając telefon przy uchu i rzucając siarczyste wiązanki pod nosem.
-Nie denerwuj się, Zayn - rzucił spokojnie blondyn, siadając za kółkiem i czekając, aż towarzysz zapnie pasy. -Po prostu poczekajmy chwilę. Dojedziemy do domu, porozmawiasz z Louisem i postaramy się znaleźć jakieś rozwiązanie. Liam jest dorosły, sądzę, że akurat on nie powinien zrobić nic głupiego.
Odpowiedziało mu milczenie. Odpalił silnik i wyjechał z gęsto zastawionego przydomowego parkingu, kierując się w stronę ich tymczasowego domu.
Louis zastał Harry'ego siedzącego na
kanapie w koszulce i długich spodniach od piżamy, zakopanego w kocu
i oglądającego jakiś nudny program w telewizji. Uśmiechnął się
i postawił przed nim kubek z gorącą herbatą, siadając obok.
-Nie powiesz mi, co ci się śniło, prawda?
-Nie - odpowiedział automatycznie Harry, gapiąc się uparcie w ekran odbiornika.
-Nie mam zamiaru naciskać - Louis uniósł ręce w geście obronnym.
-Nie powiesz mi, co ci się śniło, prawda?
-Nie - odpowiedział automatycznie Harry, gapiąc się uparcie w ekran odbiornika.
-Nie mam zamiaru naciskać - Louis uniósł ręce w geście obronnym.
Zaczął razem z przyjacielem oglądać program,
ale po chwili zaalarmował go odgłos silnika samochodowego na
podjeździe. Harry też to usłyszał i zmarszczył brwi.
-Poczekaj chwilę - mruknął starszy z nich i wstał, kierując się do drzwi wejściowych. Uchylił je w momencie, kiedy Niall wyciągał klucze z kieszeni.
-Co tutaj robicie o tak wczesnej porze? - zapytał pół żartem, pół serio Louis.
-Próbujemy znaleźć Liama - odparł blondyn.
-I się do ciebie dodzwonić, dupku - warknął niebezpiecznie Zayn, wpadając do mieszkania jak burza i po raz kolejny przykładając słuchawkę do ucha, tym razem wybierając numer Liama.
Louis niczego nie rozumiał. Pozwolił, żeby Niall i Zayn zdjęli buty i kurtki, a potem posadził ich w salonie koło zdziwionego Harry'ego i zadał im kilka pytań o całą sytuację.
-Więc.. Liam po prostu rozpłynął się w powietrzu, tak?
Dwóch chłopaków przytaknęło jednocześnie, mając naprawdę zmartwione miny.
-Ale.. jak to się stało? Kiedy?
-Właśnie tego nie wiemy - odparł smętnie Niall, zmęczony opadając na poduszki. -Liam zniknął.
-Poczekaj chwilę - mruknął starszy z nich i wstał, kierując się do drzwi wejściowych. Uchylił je w momencie, kiedy Niall wyciągał klucze z kieszeni.
-Co tutaj robicie o tak wczesnej porze? - zapytał pół żartem, pół serio Louis.
-Próbujemy znaleźć Liama - odparł blondyn.
-I się do ciebie dodzwonić, dupku - warknął niebezpiecznie Zayn, wpadając do mieszkania jak burza i po raz kolejny przykładając słuchawkę do ucha, tym razem wybierając numer Liama.
Louis niczego nie rozumiał. Pozwolił, żeby Niall i Zayn zdjęli buty i kurtki, a potem posadził ich w salonie koło zdziwionego Harry'ego i zadał im kilka pytań o całą sytuację.
-Więc.. Liam po prostu rozpłynął się w powietrzu, tak?
Dwóch chłopaków przytaknęło jednocześnie, mając naprawdę zmartwione miny.
-Ale.. jak to się stało? Kiedy?
-Właśnie tego nie wiemy - odparł smętnie Niall, zmęczony opadając na poduszki. -Liam zniknął.